🐑 Różnica Czasu Polska Ukraina

Toronto jest 3 godziny przed miastem Salem. Wschód 07:18, Zachód 16:48, Długość dnia 09:31. Księżyc 50.3%, Pierwsza Kwadra. Czas Wschodnioamerykański Standardowy (EST) , UTC-5. Czas Letni (DST) (1 godzina do przodu): niedziela, 10 marca 2024 r. 03:00 — niedziela, 3 listopada 2024 r. 01:00. Wikipedia: Toronto. Położenie geograficzne Polski. Polska leży w strefie czasu środkowoeuropejskiego, określanego według czasu słonecznego południka 15* długości geograficznej wschodniej (czas zimowy), Polska leży na półkuli północnej i wschodniej między 49*00’ a 54*00’ szerokości geograficznej północnej oraz między 14*07’ a 24*08 n04bZNN. Flaga Polski i Ukrainy fot. REKLAMA Natychmiastowe wejście w struktury Unii Europejskiej i NATO, błyskawiczne zniszczenie korupcji i szybki rozwój gospodarki – to tylko niektóre z zalet przedstawianych przez dziennikarzy portalu „Reporter”. Zdaniem publicystów Ukraina powinna dążyć do połączenia się z Polską. Pomysł określany jako political fiction, według twórców artykułu, jest w stu procentach realny. Ich zdaniem wystarczyłoby porozumienie polityczne oraz przywołanie historycznego układu z 1648 roku o stworzeniu „wspólnego państwa”. To pozwoliłoby na połączenie bez podpisywania dodatkowych umów. REKLAMA Jak przekonują nas dziennikarze i co jest dla nas w pełni zrozumiałe, transakcja opłacałaby się głównie Ukraińcom. Fakt automatycznego wejścia do Unii Europejskiej czy też NATO jest, jak twierdzą, bardzo przekonywujący dla społeczeństwa mimo pewnych różnic, które wywołują niewielkie konflikty. „W ciągu ostatnich 25 lat na Ukrainie trwa kryzys polityczny i gospodarczy, wobec którego nie widzimy żadnej nadziei na poprawę. Ukraińcy zbyt długo już ubolewają nad stagnacją swojego państwa, są zawiedzeni postawą UE i porażką negocjacji akcesyjnych” – czytamy w artykule. To oczywiście nie wszystko, bo oprócz przystąpienia do międzynarodowych struktur, Ukraińcy znacząco zyskaliby w kontekście ekonomicznym. Zdaniem twórców pomysłu „wspólnego państwa” polskie firmy chcą inwestować na Ukrainie i zniesienie granic oraz otwarcie rynku byłoby opcją na znaczące rozwinięcie przedsiębiorstw. Polskie firmy to oczywiście miejsca pracy i co zapewne ważniejsze zdecydowanie wyższe zarobki. Co ciekawe, zdaniem publicystów, jeśli rzucony przez nich pomysł przyjąłby się w mediach społecznościowych to w przeciągu roku bądź dwóch mogłoby dojść do referendum w tej sprawie. Źródło: / REKLAMA Nowelizacja ustawy o IPN będzie miała dla nas znacznie gorsze konsekwencje niż dyplomatyczna kłótnia z Izraelem. To zgubna próba odwrócenia całej polskiej polityki zagranicznej. Przykładów nazywania obozów śmierci „polskimi” jest w gruncie rzeczy nie tak dużo, jak się powszechnie uważa. W poważnych mediach – nie więcej niż sto globalnie w ciągu roku. Z czego zapewne znaczna część to wynik próby geograficznego usytuowania obozów. Zuchwałe posądzanie Polski o zbrodnie drugiej wojny światowej to w rzeczywistości w debacie publicznej margines. Problem więc jest, ale nie na skalę, jaką mu się dzisiaj przypisuje. Zresztą nowelizacja ustawy o IPN nie była traktowana jako pilna. Świadczy o tym fakt, że przeleżała w parlamentarnej zamrażarce wiele miesięcy. Faktyczną motywacją do jej przyjęcia był, jak się wydaje, kryzys wizerunkowy spowodowany reportażem TVN o neonazistach. Niestety, chęć przykrycia jednego tematu drugim przyniosła rządowi, ale i Polsce lawinę problemów. Rzeczywiste skutki „ukraińskiej części” noweli będą trzy: ostateczny rozpad kompromisu wokół polityki wschodniej w Polsce, wprowadzenie politycznych relacji polsko-ukraińskich w stan hibernacji. A strategicznie – zmiana układu sił w Europie Środkowej: wzmocnienie roli Niemiec, osłabienie Polski w oczach Anglosasów. I w końcu dalsze zmniejszenie naszych zdolności koalicyjnych w regionie. Sympatia nie wystarczy W reakcji na obecny kryzys potwierdziły się dwa polskie podejścia do spraw wschodnich. Pierwsze, niepodległościowe, korzeniami sięga jeszcze okresu międzywojennego, a współcześnie najczęściej kojarzone jest z Jerzym Giedroyciem. Skojarzenie z redaktorem z Paryża to pewne uproszczenie – podejście to bowiem równie mocno osadzone jest w myśli Jana Pawła II. Jego podróż do Polski w 1991 r. była jednym wielkim wołaniem o zamknięcie historycznych sporów. Ten głos Wojtyły dominował w III RP: w jego duchu działali kolejni prezydenci Polski, szczególnie Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski. Papieskie spojrzenie na Wschód jeszcze do niedawna łączyło więc najważniejsze siły polityczne w Polsce. Nierzadko, co pokazały wydarzenia 2014 r., było ostatnim lepiszczem polskiej polityki – dla wsparcia ukraińskiej niepodległości możliwe było nawet publiczne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska na euromajdanie. Kompromis w polityce wschodniej był jednym z niewielu przykładów, które pokazują, jak sowita potrafi być nagroda za polityczną współpracę. Polska polityka na Wschodzie odniosła w latach III RP sukces. Ukraińcy od kilku lat wskazują Polaków jako naród na pierwszym miejscu swoich sympatii. Polska nigdzie na kuli ziemskiej nie ma takich notowań i trudno powiedzieć, czy będzie miała kiedykolwiek w przyszłości. Sympatia Ukraińców do Polaków to jednak nie wszystko. Statystyki pokazują wzrost eksportu na Ukrainę, wzrost liczby mieszanych małżeństw polsko-ukraińskich itd. Dodatkowo milion Ukraińców pracujących w Polsce to najlepszy przykład polskiego soft power. Jeśli ktoś wybiera jakiś kraj na miejsce pobytu, to niechybny znak, że uważa ów kraj za przyjazny i odpowiedni do życia. Analizując statystykę przyjazdów, można postawić tezę, że po 1989 r. z wszystkich sąsiadów udało nam się przekonać do siebie tylko Ukraińców. Jednolity front w sprawach ukraińskich przez lata tworzyły polskie środowiska od Solidarności, Lecha Kaczyńskiego i „Gazety Polskiej”, poprzez Aleksandra Kwaśniewskiego, po „Gazetę Wyborczą”. Na marginesie Giedroyciowego podejścia były tylko niektóre środowiska postkomunistyczne i PSL – które koncentrowały się na krytyce polityki historycznej Ukrainy i przenosiły punkt ciężkości wzajemnych stosunków na z natury drażliwe sprawy historyczne. Ich argumentacja odwoływała się głównie do kwestii renesansu kultu UPA na Ukrainie w fałszywych proporcjach, tak jakby było to zjawisko dominujące, a w intencjach najczęściej antypolskie. W obecnej zmianie w relacjach z Ukrainą, której wyrazem były poprawki do ustawy o IPN, nie chodzi więc o żaden błąd i konieczność korekty. W sensie geopolitycznym Giedroyc jest aktualny jak nigdy dotąd. Paradygmat polityki wschodniej Naprzeciw tej starej, skutecznej, ale „nudnej” polityki część środowisk prawicy od pewnego czasu dąży do rewizji relacji z Ukrainą. Często idzie to w parze z mniej lub bardziej otwartą krytyką USA i UE, a czasami z nawoływaniem do porozumienia z Rosją. Uwerturą do tej operacji „zmiany sojuszy” jest jednak fałszywa diagnoza. Teza, że „Giedroyc poniósł klęskę”, jest konsekwencją tego, że z całej gamy spraw polsko-ukraińskich wybiera się tylko jeden aspekt: fakt, że część Ukraińców uważa za bohaterów liderów swego ruchu nacjonalistycznego. Nie da się tego zrozumieć bez kontekstu polskiej polityki wewnętrznej i rywalizacji pomiędzy PiS i drobnicą na skrajnej prawicy. Mniejsze środowiska popierające rząd: nacjonaliści, Kukiz’15 i inne, przedstawiają się jako wyraziciele opinii środowisk kresowych. Krytyka Giedroycia jest przy tym łatwa, bo poza grupą intelektualistów nikt w Polsce nie będzie bronił zmarłego redaktora z Maisons-Laffitte. Problem w tym, że krytyka naszej dotychczasowej polityki wschodniej to również krytyka Lecha Kaczyńskiego. Na to odwagę mają nieliczni: właściwie tylko Kornel Morawiecki, ks. Tadeusz Isakiewcz-Zaleski i jeszcze kilka osób. Nie ma już jednak odważnego, który jest gotów powiedzieć, że zmiana paradygmatu polityki wschodniej III RP wymaga jeszcze jednej rozprawy intelektualnej – rozstania z Janem Pawłem II. Po stronie porozumienia z Ukrainą w zasadzie stoi też większość biskupów, bo podgrzewanie konfliktu musi z czasem podniecać konflikt wewnątrzkatolicki pomiędzy grekokatolikami a łacinnikami. Warto też pamiętać o perspektywie historycznej. I tu nasuwa się pewne porównanie: choć kontekst opuszczenia „Wschodu” w polskim i niemieckim przypadku po drugiej wojnie był zupełnie inny, to są jednak podobieństwa. Niemcy mieli wielką literaturę rozrachunkową: Lenza i Grassa. Mają też doświadczenie wpływu ziomkostw na politykę Republiki. Ale to polska literatura miała znakomitszego i wcześniejszego od niemieckich pisarzy Czesława Miłosza i jego „Dolinę Issy” z 1955 r. Losy tej książki pokazują, jak ważna debata nas ominęła: była możliwa w pełni dopiero po wielu dekadach, gdy Polska odzyskała niepodległość. Polska debata o rozstaniu ze Wschodem za komunizmu była więc siłą rzeczy niepełna. A po 1989 r. już nikt nie miał na nią czasu lub wydawała się „przerobiona” na emigracji. Tymczasem okazało się, że na sentymentach do dawnych stron rodzinnych, często już w trzecim i czwartym pokoleniu, można zbić sporo politycznego kapitału i konkurować z PiS o serca „spóźnionych Kresowian”. PiS wyczuwa tę operację własnych konkurentów z prawej strony. Ale jest bezradne i żeby nie tracić wyborców, zgadza się raz po raz na ustępstwa. Nowela ustawy o IPN w swej ukraińskiej części została uformowana właśnie w wyniku takiego procesu. Posłowie Kukiz’15 narzucili PiS zdumiewające poprawki, pełne błędów i niekonsekwencji, uderzających w tradycję II RP. Polityczne ochłodzenie Historycznie rzecz ujmując, są trzy motory uruchamiania emocji nacjonalistycznych w Polsce: antyniemieckość, antysemityzm i antyukraińskość. Nie chodzi o tanie porównania do lat 60., kiedy faktycznie w opinii publicznej działały te trzy elementy. Antysemityzm i antyukraińskość były widoczne jako sposoby mobilizacji już w okresie międzywojennym, a nawet za zaborów. Doszło więc do splotu nacjonalistycznych emocji oraz kresowych sentymentów. W istocie przecież do tego właśnie odwołują się przeciwnicy Giedroycia. Symbolem tego myślenia jest włączenie do nowelizacji sformułowania „Małopolska Wschodnia”. Historycznie tereny te były województwami ruskim, bełskim, Galicją Wschodnią, województwami lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim, ale nie Małopolską Wschodnią. Nawet endecy podczas rozmów w Paryżu po pierwszej wojnie światowej nie posługiwali się tą nomenklaturą. Wschodnie ziemie II RP „Małopolską Wschodnią” były w II RP tylko dla tych polskich działaczy, którzy mieli intencję podkreślania etnicznie polskiego charakteru tego regionu i dezawuowania Ukraińców. Używanie tego sformułowania dziś nasuwa skojarzenia z rewindykacją, ale już całkiem poza dyskusją jest, że Ukraińcy odczytują to jako akt protekcjonalnej i niechętnej polityki. Wyznaczanie w ustawie dziwacznej daty 1925 r., której nikt nie jest w stanie wyjaśnić, jako początku ścigania „nacjonalistów ukraińskich” (nawet prezydent Duda przyznał we wniosku do TK, że nie wiadomo, kogo posłowie mieli na myśli) rodzi podejrzenia o intelektualne niechlujstwo. Podobnie jak składanie przez członków polskiego rządu „wizyt we Lwowie”. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by wyobrazić sobie, jak byśmy reagowali na analogiczne „wizyty w Szczecinie” składane na najwyższym szczeblu. Przy uchwalaniu tej noweli ostatecznie uformowało się również stronnictwo polskich ziomkostw – nowych Kresowian. Ma ono już dzisiaj swoje struktury, działaczy rozproszonych po kilku organizacjach i partiach, swoich posłów, swojego kapelana ks. Isakowicza-Zaleskiego, a także sprzyjające media. I wreszcie swoje polityczne cele: zmienić sojusze polityczne Polski. Przy czym może się pochwalić jakąś efektywnością. Z punktu widzenia relacji polsko-ukraińskich oznacza to zamknięcie pewnego rozdziału. Trudno powiedzieć, na ile polityczne ochłodzenie przełoży się na kontakty międzyludzkie. Jedno jest pewne: dzisiaj – zarówno po polskiej, jak i po ukraińskiej stronie – są poważne siły polityczne, których celem jest antagonizowanie Polaków i Ukraińców. W Polsce uzyskały one wpływ na stanowienie prawa w Sejmie i poparcie znacznej części posłów PiS faktycznie wbrew politycznej tradycji kierownictwa partii. Kolejny etap mają więc za sobą. Skutki strategiczne są tu jednak znacznie poważniejsze. Widać, że materializuje się marzenie litewskie, by to Litwa na arenie międzynarodowej przedstawiała się jako państwo reprezentujące interesy Ukrainy. Próżni po polskiej roli – rzecz jasna – Litwa nie wypełni, więc docelowo wzmocnią się relacje niemiecko-ukraińskie i prawdziwym adwokatem politycznym Kijowa może się okazać Berlin. A my? Jednym z niepisanych warunków zaangażowania amerykańskiego w Europie Środkowej po 1989 r. było osłabienie nacjonalistycznych tendencji w państwach regionu. Doświadczenie USA jest jednoznaczne: to nacjonalizm zarówno polityczny, jak i gospodarczy doprowadził do drugiej wojny światowej. Polska uwikłana w spory historyczne z sąsiadami na Wschodzie: Rosją, Litwą i Ukrainą – niezależnie od tego, czy i w których sprawach ma rację – staje się w percepcji Amerykanów producentem problemów, a nie cennym partnerem, który może odgrywać porządkującą rolę. Nie silna, ale też nie słaba Naszą największą słabością może się okazać to, że nie docenimy wagi Ukrainy na arenie międzynarodowej. Nie jest ona zapewne tak silna, jak sądzi część optymistów na Ukrainie. Ale też nie jest tak słaba, jak uważają liczni polscy politycy. W tym kontekście podstawowa polska cnota – stałość w polityce bezpieczeństwa – odchodzi wraz z załamaniem się kompromisu w polityce wschodniej do lamusa. Państwa nastawione na stałe sojusze zaliczą Polskę do tych partnerów, u których założenia polityki wobec sąsiadów zmieniają się potencjalnie po każdych wyborach. Warto pamiętać, jak bardzo Amerykanie wojskowo zaangażowali się na Ukrainie – trudno sobie wręcz wyobrazić, by łatwo się wycofali. Choćby dlatego, że byłaby to kapitulacja wobec Rosji. Czy należy więc potępiać ludobójstwo na Wołyniu? Tak, ale wystarczy ochłonąć i wziąć do ręki „ukraińskie poprawki” do ustawy o IPN, by się przekonać, że nie o tamte wydarzenia chodzi. Nie zgadzają się ani przyjęte daty (1925–50), ani zarzuty, które maksymalnie rozwodniono – do tego stopnia, że właściwie na tym samym poziomie ustawiono zbrodnie wojenne w czasie drugiej wojny światowej co przykładowo napad na szkołę przed drugą wojną. Można odczytywać te zapisy jako serię pomyłek. Można jednak czytać je także jako próbę odwrócenia całej polskiej polityki zagranicznej i szerzej zmiany układu sił w Europie Środkowej. I tu dochodzimy do sprawy zasadniczej. Skutkiem zablokowania relacji polsko-ukraińskich będzie – jeśli ktoś w ostatniej chwili rzutem na taśmę nie odwróci skutków ustawy – ciche izolowanie Polski w regionie, co jest od dawna rosyjskim celem strategicznym: osłabienie Warszawy na tyle, by sama złożyła ofertę porozumienia na maksymalnie niekorzystnych dla siebie warunkach. Słaba z punktu widzenia Kremla Polska, skupiona na rozpamiętywaniu swej tragicznej historii, nie będzie mobilizować państw Unii, nie będzie w stanie walczyć z projektami takimi jak Nord Stream II ani namawiać USA do aktywności w regionie. Niezależnie od intencji trwa podmywanie relacji polsko-ukraińskich i jednocześnie rozrywanie ważnych więzów w regionie. Nie raz już w historii zgubiła nas w relacji ze wschodnimi sąsiadami nadmierna pewność siebie. *** Autor jest adiunktem w ISP PAN i na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 2006–07 był wiceszefem MSZ. Rozpoczęła się kolejna polska akcja pomocowa dla wojska ukraińskiego. Organizatorzy zbierają pieniądze na drony "Warmate" od polskiej firmy WB Electronics. "Postanowiliśmy stworzyć zbiórkę [...], tym razem na naprawdę polski oręż" - piszą organizatorzy. Jak zauważają, teraz akcja dotyczy, w pełni polskiej produkcji, dronów "Warmate". To już kolejne tego typu przedsięwzięcie w polskim internecie. Pomysłodawcą zbiórki jest Jarek Sterkowicz, który zorganizował ją wraz z Mateuszem Kaczyńskim. Postanowili oni wesprzeć stronę ukraińską w wojnie. "Pamiętacie »polskiego« Bayraktara? Teraz czas na naprawdę polskie drony bojowe dla Ukrainy! Wraz z kilkoma przyjaciółmi postanowiliśmy stworzyć zbiórkę, by wspomóc Ukrainę tym razem naprawdę polskim orężem. Uwierzcie, w kwestii dronów naprawdę nie mamy się czego wstydzić" - napisali organizatorzy zbiórki na stronie gdzie można dokonać dobrowolnej wpłaty."Zbieramy na zestaw dwudziestu efektorów (dronów - amunicja krążąca Warmate) oraz część naziemną służącą do obsługi. Producentem jest polska firma WB Electronics i mamy jej deklarację, że weźmie na siebie stronę organizacyjną w postaci kontaktów ze stroną obdarowaną, transportu i przekazania" - napisano w dalszej prosi o polskie drony- Ukraińcy sami deklarowali, że potrzebują więcej Warmate. Widocznie drony Grupy WB dobrze spisują się na froncie - czy jako amunicja krążąca, czy jako środek rozpoznawczy, to co za różnica? Ich potrzeby są ogromne, a wobec tragedii wojny i tego, że porażka Ukrainy byłaby ogromnym problemem także dla Polski, powinniśmy im pomagać. Jeżeli możemy im dostarczyć polską broń, a oni jej pożądają, to tylko lepiej! - mówi Radiu ZET Bartłomiej Kucharski, ekspert w dziedzinie pierwsza tak zbiórkaZbiórka rozpoczęła się 12 lipca i już teraz wpłacono ponad 100 tys. zł. Jak deklarują organizatorzy, potrzebne są 4 mln zł. Trwa też zbiórka na tureckiego drona Bayraktar TB2, którą zainicjował Sławomir Sierakowski. Zebrano już ponad 14 mln z 22,5 nie pierwsze tego typu akcja pomocowa. Litwini również zrobili zbiórkę na Bayraktara, jak i sami Ukraińcy, którzy w trzy dni zebrali wymagane środki na zakup aż czterech dronów. Zobacz także Zegar Światowy Ukraina Kijów X Zegar Światowy Czas w Europie Czas w Australii Czas w Stanach Zjednoczonych Czas w Kanadzie Czas na Świecie Kontakty Darmowe zegary pl Czas miejscowy - Kijów, Ukraina - strefa czasowa, czas lokalny letni/zimowy 2022 Czas lokalny --:-- EEST Czas letni 2022 Czas letni zaczyna się niedziela 27 marzec 2022, 03:00 czasu standardowego Czas letni skończy się niedziela 30 październik 2022, 04:00 czasu letniego Różnica do UTC Standardowa strefa czasowa: UTC/GMT +2 godziny Czas letni: +1 godzina Bieżąca różnica od UTC: UTC/GMT +3 godziny Nazwa strefy czasowej: EEST Współrzędne geograficzne Lotniska Lotnisko IATA ICAO Odległość do Kijów Kyiv Zhuliany International Airport IEV UKKK 7 km Port lotniczy Kijów-Boryspol KBP UKBB 29 km Copyright © 2005 - 2022 Wszelkie prawa zastrzeżone. Sławomir Mentzen Źródło: YouTube REKLAMA Już od prawie trzech tygodni trwa wojna na Ukrainie, co całkowicie zmieniło polską debatę publiczną. Nasze problemy z UE chwilowo zniknęły, „Polski Ład” zniknął i nawet wirus celebryta […] również zniknął – mówi dr Sławomir Mentzen w swoim najnowszym nagraniu. Wiceprezes partii KORWiN stwierdził, że skoro już wszyscy zabrali głos ws. wojny, to on również zabierze. – Mieszkańcy Twittera, Instagrama i Facebooka musieli przestawić się z wirusologii i zdrowia publicznego na komentowanie wojny. Nie mogąc zostać w tyle i ja nagrałem komentarz. Jeżeli przeczytałeś już analizy influencerek modowych, dziennikarzy sportowych oraz celebrytów bez wyraźnej specjalizacji, możesz posłuchać i mnie – pisze swoich mediach społecznościowych Sławomir Mentzen i udostępnia wideo, na którym, jak sam twierdzi, podaje „garść oczywistości o wojnie na Ukrainie”. Wolnościowiec poinformował, że choć rzeczy, o których mówi są oczywiste, to w jego opinii nie wybrzmiały one odpowiednio w debacie publicznej. REKLAMA – Państwa, podobnie jak i ludzie, mają swoje interesy. I różne państwa mają różne interesy. One czasem są zbieżne, a czasem są zupełnie rozbieżne, wręcz przeciwstawne. I zastanówmy się, jakie interesy mają obecnie takie państwa jak: Ukraina, Polska czy Stany Zjednoczone – powiedział na samym początku dr Mentzen. – Jest zupełnie rzeczą oczywistą […] że w interesie Ukrainy jest to, żeby być państwem samodzielnym. To znaczy, Ukraińcy chcą obronić się przed Rosją. W związku z czym Ukraina bardzo by chciała, żeby ten konflikt, który obecnie mamy, tę agresję Rosji na Ukrainę możliwe zglobalizować tak, żeby jak największa liczba państw do tej wojny się włączyła – stwierdził wiceprezes partii KORWiN. Dr Mentzen zaznacza, że „w tym nie ma absolutnie niczego złego”, bo „jest to realizacja ich interesu”. Ekspert ekonomiczny Konfederacji zauważa, że „to samo robiliśmy w roku 1939”. – Trochę inne interesy mają Stany Zjednoczone. Stany oczywiście nie są monolitem. […] no ale punktem spojrzenia dominującej, bardzo istotnej frakcji w Stanach Zjednoczonych jest to, żeby Ukraina broniła się jak najdłużej przed Rosją. To znaczy Ukraina może wygrać, może nie wygrać – jest to drugorzędne – ale ma jak najdłużej się bronić. Ten konflikt powinien trwać jak najdłużej. W interesie Stanów Zjednoczonych absolutnie nie jest to, żeby Ukraińcy powiedzieli „poddajemy się, Rosjanie wchodźcie, my już nie chcemy z wami walczyć” – uważa Sławomir Mentzen. – Dlatego Stany Zjednoczone będą robiły dużo, żeby Ukraińcom pomóc. Zresztą cały czas im pomagają, przysyłając tam broń – dodaje. – Ale w interesie Stanów Zjednoczonych nie jest wchodzenie w wojnę z Rosją. Jest niewiele takich państw na świecie, których konflikt taki zbrojny między sobą może doprowadzić do wojny atomowej, która absolutnie nie jest w niczyim interesie, może poza najbardziej radykalnymi ekologami. – W związku z czym raczej tej wojny nie będzie i Amerykanie nie chcą doprowadzić do wojny z Rosją – uważa wiceprezes partii KORWiN i dodaje, że USA zrobi wiele, by pomóc Ukrainie, ale nie zrobi „wszystkiego”. Według dra Mentzena dla interesów USA dobrze by było, gdy „ta wojna trwała i 20 lat, żeby Ukraina stała się takim drugim Afganistanem”. Polityk tłumaczy, że długa wojna będzie osłabiać rosyjską gospodarkę, armię i odwracać uwagę Rosjan od innych miejsc na świecie „gdzie być może Amerykanie będą mogli załatwić swoje interesy”. – A jaki interes mamy my, Polacy? No przede wszystkim oczywiście nie chcemy tego, żeby Rosja zajęła Ukrainę. Byłoby to dla nas wybitnie niekorzystne. Tak, jak jeszcze niedawno mieliśmy z Rosją bardzo krótką granicę tam przy Kaliningradzie, o tyle teraz sytuacja trochę się pogorszyła ponieważ od niedawna wojska rosyjskie na stałe stacjonują na Białorusi, więc ta ewentualna linia frontu się niestety trochę wydłużyła i byłoby dla nas wybitnie niekorzystne, gdy Rosjanie zajęli też Ukrainę – mówi dr Sławomir Mentzen. Dalej ekspert ds. ekonomii Konfederacji zauważa, że „tak jak dla Polski w 1939 roku było niekorzystne, że Niemcy mogą nas zaatakować zarówno z terenów Czechosłowacji jak i z terenu Niemiec, tak teraz dla nas jest bardzo niekorzystne, że wojska rosyjskie mogą się rozwinąć wzdłuż całej granicy z Białorusią, a być może mogłyby również wzdłuż granicy z Ukrainą”. – Ale czy w naszym interesie jest wchodzenie do wojny z Rosją po stronie Ukrainy? No również nie. Czy Polska jest gotowa w tym momencie do wojny? Czy nasza armia od lat przygotowywała się do tego, żeby w roku 2022 ruszyć na Rosję? Nie. Dr Mentzen stwierdza, że „ta narracja, że mamy powtórkę z 1939 roku, ale teraz dla odmiany my nie jesteśmy Polską, tylko my jesteśmy Francją, która może ruszyć do ataku, ale wcale nie musi, a jeżeli nie ruszy do ataku, to sama potem zostanie zjedzona – tam jakieś ziarno prawdy oczywiście leży„. Wiceprezes partii KORWiN stwierdza jednak, że różnica jest taka, że „my absolutnie jesteśmy w tym momencie do tej wojny gotowi, a po drugie Rosja ma głowice jądrowe, których Niemcy w 1939 roku nie mieli”. – My do tej wojny włączyć się nie chcemy. Chcemy oczywiście pomagać Ukrainie, chcemy otoczyć opieką uchodźców, chcemy tam wysyłać jakieś zaopatrzenie, ale w naszym żywotnym interesie jest to, żeby do tej wojny teraz nie przystępować – stwierdza wolnościowiec. Mentzen zwraca tu uwagę na „asymetrię ryzyka pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi”. Według polityka ryzyko wepchnięcia Polski do konfliktu z Rosją jest dla USA „do zaakceptowania, co widzieliśmy przy sprawie MIG-ów”. Korwinista zauważa, że Polska musi wspierać Ukrainę, ale musi się również pilnować, by „nie przegiąć”. Musimy być także świadomi tego, że każde z tych państw – Polska, Ukraina i USA – ma inne interesy w tym momencie. Garść oczywistości o wojnie na Ukrainie: — Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) March 14, 2022 REKLAMA

różnica czasu polska ukraina